piątek, 11 grudnia 2015

Od Katy cd Alex;a

Kiedy wróciłam do pokoju Phoneix spał i nie obudził się kiedy walnęłam przypadkiem drzwiami zamykając je. Zabrałam bieliznę, ręcznik i ruszyłam do łazienki. Zrobiłam sobie gorącą kąpiel. I odprężyłam się przy tym nieziemsko. Po udanej kąpieli wyszłam, wysuszyłam się i ubrałam bieliznę kierując się spowrotem do sypialni gdzie wprost padłam na łóżko. Zagrzebałam się w kołdrze i zgasiłam jedyne oświetlenie załączone w tym momencie czyli lampkę nocną. Usnęłam stosunkowo szybko.
***
Kiedy się obudziłam pierwsze z czego zdałam sobie sprawę to był mój sen o Alex'ie i tych jego intrygujących włosach. A drugie była to godzina 9:15. O kur*a. Zerwałam się w jednej sekundzie z łóżka i zaliczyłam łazienkę gdzie ogarnęłam włosy. Naciągnęłam na siebie rurki, bokserkę z białym nadrukiem i bluzę.
-Phon wstawaj. - rzekłam na co catia zerwała się w pełnej gotowości z poduszki. Kiedy dobiegłam do lasu była 9:25. - przepraszam za spóźnienie. Zaspałam. - wyjaśniłam szybko.
-oh panna Grimmie. Jaki to zaszczyt że raczyłaś przyjść na moje zajęcia. - słowa trenerki były przesączone złośliwością. Chyba ktoś tu ma okres. Stanęłam obok Alex'a. Nauczycielka do końca lekcji wieszała na mnie psy o wszystko z oddychaniem włącznie wreszcie nie wytrzymałam.
-a ty myślisz że co? Taka idealna jesteś? Że wszystkie rozumy pozjadałaś. Nie jesteś pempkiem świata więc odp*erdol się ode mnie! - ryknęłam na nauczycielkę. Otrzymałam od niej siarczysty policzek.
-jak cie wychowali w domu su*o, uważaj na słowa! - wydarła się. Prychnęłam i poszłam sobie zabijając wzrokiem trenerkę, która starała się trzymać fason przy reszcie ale była bliska nasłania na mnie swojego pupilka żeby mnie rozszarpał sądząc po oczach. Spojrzałam krótko na zszokowanego Alex'a i poszłam do zamku.

(Alex?)

czwartek, 10 grudnia 2015

Od Sam'a cd Natalie

-Może zwiedzimy ogród? Jest tam na prawdę pięknie, nie wiem, czy go już widziałaś, ale jest wspaniały.- Zaproponowałem. Wyglądała na zmieszaną. Mimo tego jej oczy nie pokazywały tego. Ciekawe, dlaczego?
-Jasne- odparła. Clamor instynktownie się odsunął, gdy Natalie wstała i poszła kilka kroków przed siebie, stale trzymając rękę na łbie Mekki. Ja oddaliłem się od stołu kilka sekund później, próbując odprowadzić Clamora od jego tacy z jabłkami. Dołączyłem do Natalie czekającej przy drzwiach do jadalni.
-Przepraszam, ale Clamor zawiesił się przy jedzeniu.- Wytłumaczyłem. No, to zaczynamy. Poprowadziłem nas korytarzami.
-A.. jak ci idzie trenowanie z Mekką? Dobrze?- Spytałem, nie wiedząc od czego zacząć. Pytanie najwyraźniej zaskoczyło dziewczynę, bo gdy się odwróciłem, na jej twarzy malowało się zdziwienie.
-Dobrze... A tobie?- Mi? Szczerze, to w domu jeszcze nigdy nie trenowałem z Clamorem niczego. To prawda, spędzałem z nim cały czas, niekiedy się wyścigowaliśmy, ale trenowaniem tego nazwać się nie da.
-Robimy postępy.- Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.- Przed nami drzwi do ogrodu.- Oznajmiłem, choć pewnie już je zauważyła.
(Natalie?)

Od Sam'a cd Ines

Poszliśmy więc korytarzem na sam dół. Od czasu do czasu mijaliśmy obrazy różnych postaci. Nie rozpoznawałem żadnej z nich, z resztą nie dziwię się- jestem bardzo kiepski z historii. Trochę śmieszne, to pewnie jakieś ważne osoby, które pomogły nam w przeszłości, a ja nawet nie kojarzę ich imion. Jednak nauka to nie mój konik. Zdecydowanie jest nim...wódka? No i spanie, rzecz jasna.

-To gdzie chciałabyś pierw pójść? Byłem w ogrodzie, nad jeziorem i rzeką. Przebiegłem też część lasu za Clamorem, ale poznam drogę.- Oznajmiłem. Dziewczyna cicho się zaśmiała.
-Co? Co w tym dziwnego?- Sam zachichotałem. Jej spojrzenie padło na moją twarz. Było lekko rozbawione.
-Biegałeś za swoim zwierzakiem?- Spytała z niedowierzaniem.
-Co w tym dziwnego? Słuchaj, tyle razy musiałem za nim się uganiać, że szkoda gadać. Pamiętam, jak pewnego razu poszliśmy nad rzekę. Tak dla ochłody. Było to w USA, latem. Upał był nie do zniesienia, a ja chciałem się ochłodzić. Rzecz jasna Clamor kocha gorąc, więc chciał się nim delektować. Po prostu nie uwierzysz- gdy byliśmy już przy brzegu rzeki, on pobiegł w przeciwnym kierunku i musiałem za nim biec. Nie wiem, czy robił to specjalnie, ale za każdym razem, gdy odbijał się od ziemi sypał mi ziemią w oczy. Byłem na niego okropnie wkurzony, ale pewnie wyglądało to zabawnie.- I tak się rozgadałem.
(Ines?)

wtorek, 8 grudnia 2015

Od Ines cd Sam'a

To na prawdę miło z jego strony. Ciekawe, czy w ogóle ma na to czas? Może jest zajęty, a zasugerował oprowadzenie mnie tylko z grzeczności? Albo z litości?? Kurde... A jak to jakiś zboczeniec, który tylko czeka, aby mi to zrobić? Nie, dyrekcja na pewno nie przyjęłaby kogoś takiego do akademii... Chyba...
-To gdzie pierw pójdziemy?- Zagadnęłam. Chciałam jak najszybciej znaleźć Halitus, ale bałam się, że Sam ją zauważy. Szlag... Głupi pchlak! Jak ona mogła mi tak uciec? Szatański zwierz! Jeszcze tego pożałuje!
-Może na zewnątrz? Jest tam wiele do zwiedzania, chyba, że wolisz w środku akademii...- Zaproponował.
-Jasne. Akademie już widziałam, a po za tym, moja Halitus pomogłaby mi odnaleźć drogę, gdybym się zgubiła. Jest bardzo przydatna w moim życiu...-Skłamałam. Jakoś ostatnio na niewiele mi się zdaje, no ale cóż...
(Sam?)

Od Natalie cd Sam

Rano obudziłam się około 7:30. Od razu po zbudzeniu poszłam pod prysznic, po czym się przebrałam. Przez chwilę zastanawiałam się, czy jednak nie odwołać zwiedzania akademii z Sam’em, jednak źle bym się z tym czuła. Mekka mruknął podirytowany, najwyraźniej tylko on był głodny. Podeszłam do drzwi, a Mekka, ja zawsze od razu się przede mnie wepchnął. Kładąc rękę na jego łbie, ruszyłam w stronę jadalni. Wzięłam dla siebie płatki, a dla Mekki porządny kawał mięsa. Kiedy usiadłam przy stole, Mekka dostał swoje mięso. Zwierzak zamruczał z uznaniem. Po chwili Sam przysiadł się do nas, tym razem jednak nie był sam. Towarzyszył mu jego zwierzak rasy Mellori, Clamor o ile się nie mylę.
- Cześć. – powiedział Sam
- Hej – odpowiedziałam
Jego Mellori położył łeb na stole, więc niewiele myśląc zaczęłam drapać go za uchem. Zwierzak zdziwiony odwrócił głowę w moją stronę, jednak już po chwili stęknął zadowolony, czułam jak jego mięśnie rozluźniają się pod wpływem dotyku. Mekka zaczął uderzać ogonem w ziemię, dając wyraźne oznaki zniecierpliwienia i irytacji, jednak nie byłam pewna, czy to z powodu obecności innego zwierzaka, czy dlatego, że to nie on był przedmiotem pieszczot. Nie chcąc się o tym przekonywać, także jego zaczęłam drapać. Zapewne musiało to dziwnie wyglądać, jednak miałam ten problem, że nigdy się o tym nie przekonam. Po chwili przestałam pieścić zwierzęta i skończyłam moje płatki. Po kilku minutach zapytałam:
- To od czego zaczynamy zwiedzanie? - spytałam
<Sam?>

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Od Sam'a cd Natalie

Wyszedłem z jadalni, zamykając za sobą drzwi. Czekaj, jak nazywał się zwierzak Natalie... Mekron? Mokkk... A, no tak! Mekka! Właśnie, zachowywała się jakoś dziwnie... Tak potrząsała łbem, kiedy wychodziłem. Może ma padaczkę? Nie, na pewno nie... Po prostu ruszała łbem. Co w tym wyjątkowego? A, no tak. Możliwe, że jestem po prostu przewrażliwiony na coś takiego, bo gdy tylko mój Clamor poruszył trochę łbem w pokoju, zwalał wszystko swym porożem na podłogę. Dlatego gdy chodzi, musi bardzo uważać. No, cóż, życie... Przyśpieszyłem tempa na myśl, że mój zwierz może wszystko zrujnować, gdy tylko o coś zahaczy lub o coś potknie. Przykładowo o moje ubrania, które leżą w całej toalecie i pokoju. Gdy przekręciłem klucz w drzwiach i znalazłem się wreszcie w pomieszczeniu zauważyłem, że wszędzie porozrzucane są moje ubrania, krzesło jest przewrócone, kołdra leży na ziemi, a łóżko jest przesunięte. Czyli wszystko w porządku.
-Ale tu chlew, trzeba by było sprzątnąć.- Zasugerowałem. Clamor tylko lekko podniósł głowę, po czym zaraz ją opuścił, wracając do snu. -Świetnie, czyli to ja wszystko mam to ogarnąć??? Dzięki, w sumie to nie widzę różnicy.- Zaśmiałem się, jednak Clamor nawet nie zareagował. No, to zaczynamy.
...
Obudziłem się wcześnie rano.
-Ale ja musiałem szybko zasnąć...- Mruknąłem i sprawdziłem na budziku, która jest godzina. 8:00???? Za pół godziny śniadanie! Szybko zerwałem się na równe nogi i wziąłem szybki prysznic, ubierając świeże ciuchy. Umyłem też zęby, po czym podjąłem próby obudzenia Clamora. Tym razem były one dość długie.
-Nareszcie.- Sapnąłem, gdy jeleń wstał leniwie. Popchałem go mocno w stronę drzwi, a ten odwrócił gwałtownie głowę w moją stronę, przy okazji strącając budzik z biurka. Spojrzałem na leżące na ziemi baterie i niektóre części budzika.
-To już drugi raz.- Sapnąłem. -Później posprzątam, no idź!- Rozkazałem. Na szczęście tym razem nie stał przez piętnaści minut w drzwiach. Szybkim marszem skierowaliśmy się ku jadalni.
(Natalie?

Od Sam'a cd Ines

-Okay, wierzę ci.- Powiedziałem po chwili. W rzeczywistości nadal miałem podejrzenia, ale po co mam robić aferę z powodu biegnącego kota? Po prostu wydawało mi się, jakby wybiegał z kuchni. Znaczy się nie widziałem tego, ale biegł od tamtej strony...
-Dzięki.- Odparła.
-Spoko. Masz...mokre włosy?- Spytałem po chwili. Dziewczyna spojrzała na swoje kosmyki i się zarumieniła.
-Tak, Halitus zachciało się jeść, więc musiałam od razu po prysznicu iść po jedzenie dla niej, a ponieważ kogoś kot nahałasował, wystraszyłam się.- Wyjaśniła. Rzeczywiście, gdyby koś zostawił swoje zwierzę same w hotelu, mogłoby narobić szkód. Co gorsza uciec, lub ktoś mógłby je zobaczyć i donieść dyrekcji.
-Skoro jesteś nowa... to może cię oprowadzić?- Zaproponowałem. Dziewczyna na pierwszy rzut oka wydała się przerażona moją propozycją, ale zaraz przybrała zwykły wyraz twarzy.
-Jasne, dzięki. To miło z twojej strony. -Odparła.
(Ines?)

niedziela, 6 grudnia 2015

Od Ines cd Sam'a

Szlag! Jeszcze tego brakowało, bym kogoś napotkała! I to przez tego głupiego zwierza... A tak w ogóle, to gdzie on do chole*y się podziewa?! Pewnie znów hałasuje lub gania z tym mięsem. Głupi kot...To przez nią zjawił tu się ten gość! A ja zaczynałam ją lubić.
-A gdzie twój zwierzak?- Spytał po chwili, gdy już się nieco oddaliliśmy od kuchni.- W pokoju?
-Tak, w pokoju...- Odparłam bez namysłu. Nie mogłam mu przecież powiedzieć, że głupia Halitus się przestraszyła i teraz gania po całej akademii. Genialnie! Nie dość, że przez nią spotkałam tego Sam'a, to jeszcze dyrekcja, znając życie, wpadnie na nią i to mnie skarcą za nieodpowiedzialność. Kochana Halitus! Mimo tych myśli zachowałam pogodny wyraz twarzy. Nie potrzebuje jeszcze ludzi, którzy patrzyliby na mnie krzywo.
-A jakiej rasy jest twój pupil?- Spytałam po chwili namysłu, czy nie lepiej byłoby się wymówić i pójść szukać kocicy. Wolałabym jednak nie wzbudzać podejrzeń, zwłaszcza u nieznajomego.
-Mellori. Nazywa się Clamor. A twoje zwierzę?- Spytał. Kurcze! Skłamać i powiedzieć, że to na przykład Kotai, czy powiedzieć prawdę i zaryzykować fakt, że mógłby zobaczyć biegnącą przez korytarz Halitus?
-Catia.- Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Wolałam to ryzyko, niż spotkanie na treningu i gadanie, że mam drugiego zwierza bo pierwszy zdechł.
-Dziwne, przed chwilą widziałem biegnącego przez korytarz wielkiego kota, czy nie jest aby twój?- Spytał podejrzliwie. Musiałam odwrócić na moment głowę, by ukryć zdenerwowany i zaniepokojony wyraz twarzy, po czym przybrałam miłą postawę.
-Nie, moje zwierzę jest w pokoju.- Odparłam zdecydowanie. Mimo tego chłopak nadal nie wydawał się przekonany.
(Sam?)

Od Natalie cd Sam

- Jak podoba Ci się akademia? Byłaś już gdzieś?- Spytał Sam
Zaskoczyło mnie jego pytanie. Niestety nie miałam tyle szczęścia, żeby kiedykolwiek móc zobaczyć tę akademię. Miałam polegać na moim zwierzęciu, już do końca życia. Mam nadzieję, że Mekka będzie żył tyle samo, co ja. Na szczęście Mekka jest dobrym przewodnikiem. Poza tym mogłam nosić dyktafon na lekcjach.
- Nie, jeszcze nic nie widziałam – odparłam zgodnie z prawdą.
No cóż, raczej nie powiem ledwie co poznanej osobie, o moim kalectwie.
- To może chcesz się przejść po akademii? – spytał
- Tak, jasne – powiedziałam – To może jutro po śniadaniu?
- To do jutra – powiedział chłopak
Po chwili poszłam do siebie. Co ja sobie myślałam zgadzając się na to zwiedzanie? Przecież i tak nie będę mogłam nic zobaczyć. Dodatkowo będę musiała spędzić ten z Sam’em. No trudno, sama sobie nagrabiłam. Jak powiedziałam A, to teraz trzeba powiedzieć też B.
<Sam?>

Od Sam'a cd Ines

Popatrzyłem na nieco przestraszoną dziewczynę. Pewnie myśli, że jestem tutaj kucharzem. A może i nie? Sam nie wiem, ale mógłbym go udawać. To byłoby nawet śmieszne, chociaż sam ne wiem, co później by z tego wynikło.
-Jestem Sam.- Powiedziałem i podałem jej dłoń. Po chwili namysłu odwzajemniła uścisk i się przedstawiła.
-Jesteś tu nowa?- Spytałem. Tylko pokiwała głową.- Nie martw się, nie naniosę na ciebie. W sumie, to po co? Kucharze nieźle się denerwują, gdy bierzemy coś bez pozwolenia. Aha, i najlepiej nie hałasuj tak.- Dodałem. Poszedłem parę kroków przed siebie i z jednego kosza wybrałem zielone jabłko.- Dość często tu zaglądam. Na szczęście dzisiaj jeszcze nie zaczęli pracować, ale lepiej już stąd idźmy.- Zasugerowałem.
-Jasne, i dzięki za ostrzeżenie.- Odparła i znowu się uśmiechnęła.
(Ines?)

Od Alex'a cd Katy

Pomyślalem chwilke
- ale teraz - zapytalem
- noe teraz - powiedziała
- no nie wiem - podrapałem się w kark
- noe prosze - zaczeła prosić
- eh chodź - mruknąłem
Zacząłem ją prowadzić po akademii i nie tylko zajęło to jakoś z 3 godzimy w końcu stanęliśmy w holu pokoju
- tl chyba już do pokoju trafisz - zapytalem
- tak trafie juz bez problemu - oznajmiła
- to dobrze a i pamietaj juto o 9 w lesie bo mamy tam trenować zwierzaki i w ogule
- okej
- dobra to cześć i dobranoc - zachicjotałem
Poszedłem do swojego pokoju. Poszedłem wziąść prusznic przebralem sie w dresy do spania i połozylem sie na lozku zasypiajac
Katy?

Od Medison cd Camerona

Chłopak poszedł do swojego pokoju a ja wróciłam do swojego. No on potrafi mnie zarumienić nie ma co i ciacho z niego też jest. Eh westchnęłam pod nosem i weszłam do pokoju. Połozylam się na łóżku myślac nagle wskoczyła na moje łożko moje zwierze. Spojrzałam na nią to sarna a bawi sie jak nie wiem co. Zaśmiałam się i zaczełam tańczyć i bawuc sie z nią. Potem gdy miała już być kolacja poprawiłam na sibie ubrania i wyszlam skierowałam sie do jadalni tam wzięłam tacę i usiadlam do pustego stolika. Szybko nie nacieszyłam się wolnościa gdyż usiadł obok mnie ten Cameron
- pozwoliłam ci tu siąśc - zapytalam patrzac na niego
- nie - odparł
- no właśnie - muknełam
& a moge ?
- ta skoro już jesteś to tak
Zaczéłam powoli jesc kolacje nie patrzac na niego
Cam?

Od Camerona cd Medison

-A nic przyglądam się póki mogę. - zaśmiałem się lustrując ją spojrzeniem. Przeczesałem włosy palcami.
-Zboczeniec się znalazł. - prychnęła
-Kto się wypina tego wina. - zaśmiałem się. - Jestem Cameron.
-Medison, ale możesz mówić mi Medi.
-Ładne imię dla ładnej dziewczyny. - odparłem szarmancko lekko mrucząc. Spaliła się na policzkach. Jest całkiem słodka.
-Robisz to specjalnie! - odparła z wyrzutem.
-Nie twierdzę, że nie, ale słodko się rumienisz. - zachichotałem ta spaliła się jeszcze bardziej. Dobra koniec wkurzania jej na teraz to wystarczy. - dobra koniec. Muszę lecieć do pokoju bo nigdy się nie rozpakuję. - uśmiechnąłem się krótko. - Cześć. - ominąłem ją i poszedłem do swojego pokoju otwierając drzwi i wkopując do środka mój bagaż. Rozpakowywanie w moim wykonaniu zajęło mi pół godziny? Coś w tych okolicach. Pod koniec oczywiście musiała przyjść Lexi i ułożyć się na dywanie przede mną domagając się zabawy, którą otrzymywała aż do godziny siódmej bo wtedy właśnie udałem się do stołówki na kolację. Wypatrzyłem Medi i usiadłem przy niej.

<Medison?>

sobota, 5 grudnia 2015

Od Medison cd Camerona

Szłam sobie właśnie do pokoju gdy nagle wpadł we mnie jakiś chłopak przewróciliśmy się ale on mnie złapał i przydusił do siebie, po chwili spojrzał na mnie
- cześć - odparł
Spojrzałam mu głęboko w oczy
- możesz mnie puścić - zapytałam zbyt mocnio mnie to krępowało
- em tak
Wstał i ja także to zrobiłam. Chłopak mnie obcioł z  góry na dół. Miałam na sobie bokserkę czarne spodenki i podkalanówki do tego.
- nigdy nie widziałeś dziewczyny - zapytałam
- no patrz że nie - zaśmiał się
- ciekawe - mruknęłam
Schyliłam sie by poprawić podkalonówki wypięłam się trochę zauważyłam jego wzrok na sobie
- co ?
Cam?

Od Katy Cd. Alex'a

Zjadłam dość szybko, akurat kiedy wychodził Alex. Wyszłam z jadali
-Alex! - krzyknęłam z drugiego końca korytarza. Odwrócił się do mnie, gdy do niego podbiegałam.
-No... - zapytał podejrzliwie.
-To jak z tym oprowadzaniem? - zapytałam zakładając ręce na piersi.
-Do jadali trafiłaś jakoś bez problemu. - zaśmiał się.
-Głodny zawsze trafi do jedzenia tą zasadę stosuje nawet mój Catia. - zażartowałam, Alex tylko lekko się uśmiechnął speszyło mnie to i zarumieniłam się zdając sobie sprawę z tego jak słaby żart wydobył się z moich ust. "Kur*a dziewczyno nie spal się tak jak ostatnio" wydobył się cichy głosik w mojej głowie. Co za paradoks brakuje to tylko takiego aniołka na prawym ramieniu i diabełka na lewym... aniołek by mówił "Rumień się i udawaj słodką", a diabełek "Nie spal się udawaj twardą" i tak by aniołek wygrał, bo to w końcu ja, ale... "Czy ja właśnie prowadzę wojnę swoich własnych myśli? Fu*k". Zaśmiałam się mimowolnie, a Alex spojrzał na mnie jak na wariatkę.
-Dobrze się czujesz? - zapytał z wykrywalną niepewnością w głosie.
-Tak, przepraszam ten błękit mi uderza do głowy - odparłam uśmiechając się szeroko i spoglądając mu to na włosy, to na oczy i przez dłuższą chwilę na usta, ale potem i tak wróciłam do oczu. - To jak? - zapytałam.
-Ale co jak? - zdziwił się najwyraźniej tracąc wątek
-No z tym oprowadzaniem. - zachichotałam mam nadzieję słodko z jego zdezorientowanej miny,

<Alex?>

Od Ines

Kolejna kropla padła na posadzkę prysznica. Zabarwiona na czerwono wydawała się być świeżym polem bitwy. Bitwa? A może wojna? Niektórzy powiedzieliby, że wojna to nic strasznego. Że jest piękna i powinniśmy być gotowi stanąć i walczyć, gdy nadejdzie. A co, gdy komuś podcięto gardło i nie może się podnieść? Czy wtedy musi wstać i dać z siebie wszystko? Powiedzieli "Każdy upadek jest dobrym powodem, by powstać na nowo". Walka dla większości o rozrywka. Jak można nazwać śmierć tysięcy dusz zabawą? Równie dobrze można iść z karabinem, zabić tysiąc niewinnych i roześmiać się głośno. Wspaniale. A co, jak do tych tysiąca należeć będą oni? Co wtedy powiedzą, czy też będą się śmiać? Co, jak zginie ich zwierzę i nigdy go nie zobaczą? Będą świętować? Tak, na pewno tak będzie. Bo przecież wojna, to "zabawa". Nie ma nic śmieszniejszego. No, może prócz śmierci. Czym tak na prawdę jest śmierć? Czarną dziurą, pochłaniającą nas od środka? Mrocznym Kosiarzem, panem Śmierci, który nigdy nie zazna spokoju, gdy nie posiądzie mojej duszy? Gdy nie zasmakuje mojej krwi...Kolejna z jej kropel spoczęła na polu bitwy. Śmierć, czyli koniec. Koniec życia, tego piekła. W piekle smażą się tylko grzesznicy. Więc co ja zrobiłam? Dlaczego moi rodzice wyraźnie pokazali, jak mnie kochają? Przybierając mi jakiegoś kociaka z klatki i posyłając do "akademii moich marzeń''. Dlaczego więc wmawiali, że będzie dobrze? Dlaczego okłamywali przez tyle lat?! Nie, to ja popełniłam większy błąd. Zaufałam im.
Z zamyślenia wybiło mnie drapanie o drzwi łazienki. Znowu ten pchlarz chce jeść?! Dlaczego nie mogłam dostać karalucha, którego mogłabym zgnieść jednym palcem?! Niechętnie wstałam i zmyłam z siebie resztki krwi i wyszłam z kabiny. Ubrałam luźny, szary sweter i czarne jeansy, po czym wyszłam z pomieszczenia, znajdując się w moim pokoju.
-Jeść się zachciało?- Warknęłam do siedzącej na podłodze Halitus, która przyzwyczajona już do mojego nastawienia co do niej zamruczała cicho. Schowałam starannie żyletkę pod poduszkę i z mokrymi końcówkami włosów wyszłam z pokoju. Gdy już przekręcałam zamek, usłyszałam miauczenie. Głośno wzdychnęłam, po czym ponownie otworzyłam drzwi i je otwarłam.
-Ty też idziesz? W sumie racja, jeszcze być coś rozbiła.- Oskarżyłam ją. Ona tylko położyła po sobie uszy co świadczyło, że głęboko ją uraziłam.
-Okay, przepraszam, ale wiesz, jaka jesteś.- Sapnęłam.-Wyjdziesz wreszcie?
Szłam korytarzem przybierając miły wyraz twarzy na wypadek, gdyby ktoś nagle wyszedł zza rogu i odstawił jakiś cyrk o mojej minie. Przyśpieszyłam, by jak najszybciej to załatwić wrócić do pokoju. Szłam korytarzem i zupełnie zapomniałam, że to ja kieruje drogą. Nagle uświadomiłam sobie, że nie wiem, gdzie jesteśmy.
-Chyba zabłądziłyśmy. No, może na coś byś się przydała i wskazała drogę?- Zasugerowałam. Kocica zaczęła wąchać dokładnie teren, po czym pobiegła szybkim krokiem przed siebie. Ledwo nad nią nadążyłam, ale nic nie mówiłam. Jeszcze by ktoś przyszedł i patrzył na dziewczynę bawiącą się w berka z kotem. W końcu Halitus zwolniła i stanęła przed drzwiami do kuchni. Uśmiechnęłam się do niej. szczerze.
-Dobra robota, Halitus. Możesz być z siebie dumna.- "Wreszcie się na coś przydałaś"- dodałam w myślach. Ona jakby wyczytując to z mojego wzroku spuściła nisko łeb i wydała niski pomruk.
-Okay, teraz cicho, nie chcemy, by ktoś nas przyłapał.- Uprzedziłam.- Albo lepiej ty tu zostań, poradzę sobie sama.- Dodałam jeszcze. Kocica pokornie została, gdy ja zamknęłam drzwi. Po cichu zaczęłam się skradać i z ulgą stwierdziłam, że nikogo nie ma w pomieszczeniu. Zaczęłam pośpiesznie szukać jakiegoś mięsa. Ciekawe, czy można coś stąd brać bez pozwolenia. O tu jest! Kosz z mięsem był cały pełny. Chyba nie zauważą, gdy wezmę jeden kawałek, może dwa... W tej chwili usłyszałam głośny huk. - Odwróciłam się na pięcie i zgromiłam wzrokiem skuloną w kącie Halitus. Obok niej leżał kosz ze suszonym mięsem. Szybko porwałam jeden kawałek z mojego kosza i biegnąc do tej niezdary rzuciłam jej go. Ona zaczęła jeść, ale po kilku kęsach odrzuciła mięso.
-Co, nie dość, że nas nakryją to jeszcze będziesz mi tu wybrzydzać?- Warknęłam cicho. Kocica pokornie wzięła do pyska kawałek mięsa, po czym wybiegła z pomieszczenia. Wkurzona podniosłam ciężki kosz, po czym wzięłam jeszcze z niego pięć suszonych porcji.
-Nie ładnie tak brać bez pozwolenia- usłyszałam czyiś głos za mną. Gdy się odwróciłam, przed drzwiami stała jakaś nieznajoma mi osoba. "Pamiętaj, bądź miła i pogodna"- pomyślałam sobie, po czym schowałam do kieszeni mięso.
(Ktoś?)

Nowa

Ines

Od Camerona

W pośpiechu wbiegłem do odprawy i zająłem miejsce w samolocie przyleciałem jako ostatni oczywiście gdyby nie to, że zapomniałem o dzisiejszej podróży i byłem do 2 w nocy na imprezie najprawdopodobniej byłbym ze 2 godziny wcześniej na lotnisku. Za śmierć zapomniałem i przypomniał mi dopiero kumpel który się zapytał nie miej nie więcej tylko "Stary, co ty tu robisz, nie powinieneś się pakować na ten twój cały wyjazd?". Dzięki mu, że mi przypomniał mimo, że było tak późno musiałem lecieć do domu i się spakować, na mur beton czegoś zapomniałem.
***
Zabrałem walizkę z taśmy na lotnisku w dodatku miałem problemy na bramce bo zapomniałem telefonu włożyć do podręcznego tylko miałem go w kieszeni. Dzisiaj wszystko przeciw mnie "gratulacje dla Pana Camerona Alexandra Dallas'a za najbardziej nieprzygotowanego debila na tej półkuli". Wsiadłem do taksówki i poprosiłem o przejazd do Forestcity.
***
-To parszywa okolica, a ty nie wydajesz się na jednego z nich. - odparł tajemniczo taksówkarz.
-Co się tu działo? - zapytałem z ciekawości.
-Podwoziłem już tu kilka takich jak ty i żaden z tego lasu nie wyszedł zniknęli jak we mgle.
-Aha... dziwne. - udałem zaskoczonego, zabrałem walizkę i plecak z bagażnika, zapłaciłem i wszedłem wgłąb lasu. Wędrówka zajęła mi z godzinę stanąłem przed drzwiami zamku. Po prostu zaje*iście. Wszedłem do środka. Już wcześniej znałem swój numer i zapoznałem się troszkę z mapką tej szkoły, więc na wstępie poszedłem położyć torby pod swoje nowe drzwi i skierowałem się truchtem do dyrektora gdzie otrzymałem klucz. Wracając w biegu przez hol wpadłem na dziewczynę i przewróciłem się na nią, ale zdołałem zamortyzować upadek szatynki łapiąc ją w pasie i swój również podpierając się o dywan którym wyłożona była podłoga.
-Cześć. - odparłem z uśmiechem mając w duchu nadzieję, że nie da mi z liścia.

<Medison?>

Od Alex'a cd Katy

Zostawiłem dziewczynę samą i wróciłem do swojego pokoju tam zostałem Aresa który leżał na moim łóżku jak zwykle
- zejdx - mruknąłem
Ten spojrzał na mnie zirotowany i zszedł z łóżka natomiast ja się na nim położyłem
***
Po paru godzinach była 19 więc wstałem z łóżka i skierowałem się do jadalni. Gdy się tam znalazłem wziąłem tacę z jedzeniem i usiadłem w pustym stoliku. Długo nie nacieszyłem się pustym stolikiem i spokojem, gdyż obok usiedły dziewczyny. Mimo wolnie się uśmiechnąłem... Gdy jadłęm zacząłem z nimi gadać. W tedy weszła Katy spojrzałem na nią przelotnie i dalej zająłem się swoimi zajęciami jak na razie.
Gdy zjadłem kolacje wstałem ze stolika i ruszyłem do swojego pokoju.
Katy ?

Od Sam'a cd Natalie

-Witaj.- Powiedziałem siadając obok Natalie. Jeszcze nikogo tu nie znałem oprócz niej, więc nie mam co stracić. W sumie to mógłbym wstać i krzyknąć "Cześć, jestem Sam!", ale to niezbyt wchodzi w grę. Mógłbym spłoszyć lub rozgniewać zwierzęta. Chociaż mógłbym siąść obok nieznajomego i najzwyklej na świecie się przedstawić, jednak niezbyt fajnie jest wpaść na nieznajomą, przedstawić się i więcej nie pokazywać.
-Cześć, Sam.- Powiedziała po chwili, odwracając głowę w moją stronę. Wydawała się patrzyć wprost przed siebie bez wyrazu, jakby to, co widziała w ogóle nie jest wyjątkowe. Taki wyraz miała też przy upadku, przy naszym pierwszym spotkaniu.
-Jak podoba ci się akademia? Byłaś już gdzieś?- Spytałem chcąc trochę ją poznać. Tak ,wiem, że pytanie o zdanie o akademii niewiele mi da, ale od czegoś trzeba zacząć... Wydała się zaskoczona moim pytaniem, jakby nie zważyła na jej wygląd.
(Natalie?)

Od Natalie cd Sam'a

- Ile masz lat? – spytałam Sam’a - ja 16
- 20 – odparł Sam
- Jakiej rasy masz zwierzę? – spytałam go
- Mellori – powiedział Sam – a twoje?
- Mój zwierzak to Anymoore - odpowiedziałam - a tak w ogóle to wiesz może, gdzie znajdę pokój numer 12?
- Jasne – powiedział – zaprowadzę Cię
Pomimo tego, że czuje się niezbyt komfortowo przy ludziach, to z ulgą przyjęłam ofertę Sam’a. Samotnie zapewne nie dałabym rady znaleźć tego pokoju. Kiedy zaczęłam się zastanawiać, jak będę widziała którędy chłopak idzie, Mekka szturnął mnie łbem. Położyłam mu rękę na łbie i poszłam za Sam’em. Uśmiechnęłam się, kiedy przypomniałam sobie, ile czasu zajęło nam nauczenie się tego.
- Jesteśmy na miejscu – powiedział Sam po chwili
- Dzięki, to do zobaczenia potem – powiedziałam po czym weszłam do pokoju
Spędziłam trochę czasu w pokoju, a potem poszłam potrenować z Mekką. Do akademii wróciliśmy dopiero, gdy zaczął zapadać zmierzch. Od dawna tyle nie trenowaliśmy. Z czułością podrapałam Mekkę za uchem. Chociaż nie mogłam zobaczyć jak on trenuje, to wiedziałam, że dawał z siebie wszystko. Ja też starałam się dać z siebie jak najwięcej. Niezliczone upadki, nawet nie mogły się równać z tym, jaką dumą napawała mnie myśl, że jestem w stanie się porozumiewać z Mekką. Na początku Mekka robił mi na złość, jakby uznawał, że nie jestem go godna, jednak z czasem zrozumieliśmy się nawzajem i zaczęliśmy tworzyć zgrany duet. Kiedy tylko weszliśmy do akademii, od razu skierowaliśmy się do mojego pokoju.
Po szybkim prysznicu i przebraniu się, poszliśmy na jadalnię. Usiadłam przy jakimś wolnym stoliku, a obok mnie usadowił się Mekka. Dzisiaj były naleśniki, które uwielbiam. Po chwili ktoś się do mnie dosiadł, po głosie poznałam, że to Sam.
<Sam?>

Od Malli cd Alex'a

Gdy chłopak zniknął z mojego pola widzenia, ruszyłam w stronę swojego pokoju. Hurigi Han położyła się w kącie pokoju i usunęła. Ja tymczasem usiadłam przy biurku i zaczęłam rysować gałąź wiśni. Po dłuższym czasie spojrzałam na zegar. Zerwała się na równe nogi wrzucając do torby blok i ołówki.Wybiegłam z Hurigi Han z pokoju i pobiegłam na kolację. Wzięłam płatki z mlekiem. Usiadłam przy pustym stole koło ściany. Mój pupil wszedł pod stół i zwinął się w kłębek. Wyciągnęłam z torby blok i ołówki zaczynając rysować co jakiś czas biorąc do ust łyżkę jedzenia.
-Hej- usłyszałam nagle i odwróciłam blok w taki sposób, aby nikt nie zobaczył mojego rysunku. Podniosłam głowę i ujrzałam niebiesko włosego w towarzystwie swojego pupila.
-Hej- przywitałam się cicho
-Wole?- zapytał wskazujac głową na krzesło naprzeciwko mnie.
-Yhy- mruknęłam
<Alex?>

Od Katy cd Alex'a

-Katy miło mi. - uścisnęłam jego wyciągniętą dłoń. Zapadła niezręczna cisza...- um może mógłbyś mnie oprowadzić wieczorem kiedy już się ogarnę? - zapytałam nieśmiało.
-Się okaże jak będzie z czasem.
-Ok rozumiem, a o której jest kolacja bo o tym nie wspomnieli. - dopytałam marszcząc brwi
-O 19 do 20. - odparł po chwili zastanowienia.
-Dzięki. - uśmiechnęłam się uprzejmie i weszłam do środka. Dawno się tak nie peszyłam przed chłopakami, ostatecznie dawno też z nimi nie rozmawiałam ostatni raz gadałam z chłopakiem twarzą w twarz 3 miesiące temu. Czyżby wróciła mi moja nieśmiałość, której tak bardzo nie lubię? W każdym razie Alex wydaje się spoko i też lubi kolorowe włosy. Zachichotałam na tą myśl bo wygląda przesłodko w tym niebieskim. Dobra nie ważne. Rzuciłam w kąt walizkę i w sumie jak się nad nią pochyliłam tak za mną zmaterializował się Phoneix. - Cześć mały. - odparłam do mojego kochanego zwierzątka mającego 1,50 w kłębie więc słowo mały jest tu paradoksem. Wielki kot wskoczył na łóżko myśląc, że pozwolę mu na nim spać niedoczekanie nawet w domu nie mógł na nim spać. - Zejdź - mruknęłam ostrzegawczo a ten opuścił uszy rozpoznając mój bezwarunkowy ton w którym nie ma negocjacji. Zszedł zwinnie z łóżka i ułożył się w kącie na poduszce, którą tam rzuciłam. Rozpakowałam się i idealnie z godziną 7 wieczorem skończyłam. Napełniłam miski kota i wybiegłam na kolację w mojej ulubionej bokserce, legginsach i w bluzie, w drodze spięłam włosy w kucyk. Minęłam Niebiesko-włosego rozprawiającego z jakimiś dziewczynami i usiadłam w rogu, nie lubię jak ktoś patrzy jak jem to krępujące. Zabrałam się za kolację.

<Alex?>

piątek, 4 grudnia 2015

Od Alex' cd Katy

Spojrzałem na dziewczynę która mnie zaczepiła
- co  - zapytałem bo nie uśyszałem chyba za bardzo
- wiesz może gdzie jest pokój numer osiem - powtórzyła pytanie patrząc na mnie
- wiem - odpowiedziałem
- czy mogłbyś powiedzieć lub pokazać gdzie jest - zapytała
- spoko mogę pokazać - oznajmiłem
Po chwili szliśmy w stronę pokoju... Po paru minutach byliśmy pod nim.
- to tutaj - powiedziałem wsakzując na drzwi
Ona spojrzała na nie
- o dziękuję - oznajmila lekko się uśmiechając a ja odwzaejmniłem ten gest
- a tak w ogóle Aleks - podałem jej dłoń
Katy ?

Nowy

Cameron

Od Katy

Weszłam do samolotu zajmując sobie jedno miejsce. Leciałam w ekonomicznej a co mi tam to tylko 2 godziny. Mój Phoneix był już na miejscu od wczoraj podobno. Włożyłam do uszu słuchawki i zaczęłam słuchać Bang Bang, nie spałam całą podróż, bo po co wyśpię się mam nadzieję na miejscu o ile mój kochany chowaniec da mi żyć z czym może być ciężko, jestem ciekawa ile osób ucierpiało podczas jego transportu oby jak najmniej. Po odklepanych godzinach wysiadłam na lotnisko i udałam się transportem na skraj lasu.
-Dalej nie mogę jechać a i tobie nie polecam iść dalej dzieją się dziwne rzeczy w tych lasach. - odparł taksówkarz w podeszłym wieku który pomógł mi wyciągnąć walizkę z bagażnika.
-Dobrze... dziękuję. - zabrałam walizkę i czekałam, aż odjedzie po czym wkroczyłam do głębi lasu co prawda droga mi trochę zajęła, ale musiałam zainaugurować pierwsze pojawienie się w tym miejscu i wywinąć orła w progu co spotkało się z bólem prawego ramienia. Cho*era. Po wejściu do środka odebrałam klucz i odeszłam od gabinetu dyrektora. No i gdzie ja mam teraz iść? Zaczepiłam przypadkowego gostka z niebieskimi włosami w sumie całkiem fajnie w nich wyglądał.
-Hej... mógłbyś mi powiedzieć gdzie jest pokój numer osiem? - zapytałam ze zdenerwowaniem przeczesując włosy.

<Alex? jeśli chcesz>

od Sama do Natalie

-Ahhhh, tak, już pomagam.- Powiedziałem udając dżentelmena, by zobaczyć, co z tego wyniknie i podałem jej dłoń, pomagając wstać. Podniosłem też klucz, który wypadł z rąk nieznajomej.
-A tak w ogóle to Sam jestem.- Powiedziałem bez wahania. Jeszcze nikogo tu nie znałem, więc w sumie to dobrze, że spotkałem kogoś poza mną i wciąż gryzącego róg ściany Mellori. Dziewczyna przybrała trochę dziwny wyraz twarzy, jakbym popełnił jakiś błąd w wymowie. Może powinienem inaczej się przedstawić?... No, cóż, jakoś przeżyje.Chyba...
-Natalie.- O, przedstawiła mi się! Już myślałem, że rzuci we mnie tym kluczem i trafi prosto w oko za to, że nie pomogłem jej na początku i powiedziałem coś błędnie. A może po prostu tak mi się wydawało? Pewnie tak, ostatnio miałem wrażenie, że babcia siedząca na ławce jest tajnym agentem z FBI i mnie śledzi, a się okazało, że miałem spodnie na lewo... Może teraz też tak mam? Nie, miałem wtedy jedenaście lat, nie znałem się na kobietach. Teraz w sumie też...
(Natalie?)

Od Alex'a cd Malia

- poczekaj - powiedziałem zatrzymując się
- co chcesz - zapytała
- chciałem przeprosić za Aresa - powiedziałem patrząc na swojego podopiecznego
- byś nad nim panował - mruknęła
- nauczy się dopiero z nim trenuję - wyjaśniłem
- to go szybciej naucz - mruknęłam
- ta ... - mruknąłem jedynie
Ares znalazł się obok mnie i usiadł patrzył na lwice ja położyłem dłoń na jego nodze
- pewnie nowa jesteś więc cię witam w tych progach - zaśmiałem się
- dzięki - mruknęła
- spoko
Wsiadłem na Aresa
- to cześć - powiedziałem
I popęciłem lwa do lasu
- no chodź Ares czas poćwiczyć - powiedziałem
***
Po 4 godiznach ćwiczenia nastał wieczór więc wróciliśmy do akademii na kolację
Malia?

Nowy

Sam

czwartek, 3 grudnia 2015

Od Natalie

Dzisiaj skończyłam 16 lat. Czy to coś zmienia? Dla mnie tak. Oznacza to, że dzisiaj będę mogła pojechać do słynnej Akademii o nazwie The Academy of Magical Animals. Tak długo na to czekałam! Oczywiście najpierw musiałam dostać magiczne zwierzę. Od zawsze wiedziałam jakiego zwierzęcia ono będzie. W momencie kiedy powiedziałam o tym mojej opiekunce wzięła mnie ona do zaufanego hodowcy. Hodował on tylko dwie rasy, Anymoore i Kotai. Pamiętam to uczucie, gdy jako 11-sto letnia dziewczynka bez strachu podeszłam do największego samca rasy Anymoore i powiedziałam, że chciałabym, żeby to właśnie był on moim partnerem w treningu. Hodowca zapytał, czy jestem pewna, a kiedy potwierdziłam swoją decyzję wróciliśmy do sierocińca. Oczywiście ludzie w sierocińcu wszyscy się dziwili, że wzięłam tak wielkie stworzenie. Eh… wspomnienia, wydają się takie odległe.
~*~
Stałam przed akademią z Mekką u boku. Skierowałam się do gabinetu dyrektora i po chwili, miałam w ręce mały kluczyk z numerem 12. Nie zwlekając dłużej skierowałam się do mojego pokoju, ale musiałam się oczywiście wywalić na korytarzu. W końcu ktoś podszedł do mnie i spytał:
- Wywaliłaś się?
- Nie, badam jakość podłoża – odpowiedziałam – a tak serio, pomożesz mi wstać?

(ktoś?)

od Malii

Stanęłam przed bramą do akademii i spojrzałam na wielki budynek. W mojej głowie zagościł niepokój i myśl, że powinnam wrócić do domu. Hurigi Han dotknęła nosem moją rękę. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam przed siebie. W środku akademia była jeszcze ładniejsza niż na zewnątrz. Rozejrzałam się. Nagle usłyszałam dwa głośne warknięcia. Zobaczyłam Hurigi Han z najeżoną sierścią, patrzącą wściekle na wielką Catie.
-Hurigi Han!- wrzasnęłam na pupila, ta odwróciła głowę i na mnie spojrzała. W tym czasie nieznane mi zwierzę ruciło się na Hurigi. Ta jednak była zwinniejsza i od skoczyła, a zwierzę wpadło w ścianę.
-Ares- usłyszałam głośne chłopaka za plecami, a catia położyła się na ziemi. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka, który podszedł do nijakiego Aresa. W tym czasie Hurigi Han stanęła przede mną gotowa w każdej chwili mnie obronić.
-Jestem Alex- przedstawił się chłopak. Miał niebieskie włosy.
-Malia- mruknęłam i chciałam odejść, jednak on mnie zatrzymał.
<Alex?>

Nowa

Katherine

Nowa

Natalie

Nowa

Malia

środa, 2 grudnia 2015

Zapraszam

Zapraszam do nowej Akademi! Mam nadzieje że się wam spodoba i dołączycie.
                                       ~Adminka

Oreuis remindmelove