-Ahhhh, tak, już pomagam.- Powiedziałem udając dżentelmena, by zobaczyć, co z tego wyniknie i podałem jej dłoń, pomagając wstać. Podniosłem też klucz, który wypadł z rąk nieznajomej.
-A tak w ogóle to Sam jestem.- Powiedziałem bez wahania. Jeszcze nikogo tu nie znałem, więc w sumie to dobrze, że spotkałem kogoś poza mną i wciąż gryzącego róg ściany Mellori. Dziewczyna przybrała trochę dziwny wyraz twarzy, jakbym popełnił jakiś błąd w wymowie. Może powinienem inaczej się przedstawić?... No, cóż, jakoś przeżyje.Chyba...
-Natalie.- O, przedstawiła mi się! Już myślałem, że rzuci we mnie tym kluczem i trafi prosto w oko za to, że nie pomogłem jej na początku i powiedziałem coś błędnie. A może po prostu tak mi się wydawało? Pewnie tak, ostatnio miałem wrażenie, że babcia siedząca na ławce jest tajnym agentem z FBI i mnie śledzi, a się okazało, że miałem spodnie na lewo... Może teraz też tak mam? Nie, miałem wtedy jedenaście lat, nie znałem się na kobietach. Teraz w sumie też...
(Natalie?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz