Weszłam do samolotu zajmując sobie jedno miejsce. Leciałam w ekonomicznej a co mi tam to tylko 2 godziny. Mój Phoneix był już na miejscu od wczoraj podobno. Włożyłam do uszu słuchawki i zaczęłam słuchać Bang Bang, nie spałam całą podróż, bo po co wyśpię się mam nadzieję na miejscu o ile mój kochany chowaniec da mi żyć z czym może być ciężko, jestem ciekawa ile osób ucierpiało podczas jego transportu oby jak najmniej. Po odklepanych godzinach wysiadłam na lotnisko i udałam się transportem na skraj lasu.
-Dalej nie mogę jechać a i tobie nie polecam iść dalej dzieją się dziwne rzeczy w tych lasach. - odparł taksówkarz w podeszłym wieku który pomógł mi wyciągnąć walizkę z bagażnika.
-Dobrze... dziękuję. - zabrałam walizkę i czekałam, aż odjedzie po czym wkroczyłam do głębi lasu co prawda droga mi trochę zajęła, ale musiałam zainaugurować pierwsze pojawienie się w tym miejscu i wywinąć orła w progu co spotkało się z bólem prawego ramienia. Cho*era. Po wejściu do środka odebrałam klucz i odeszłam od gabinetu dyrektora. No i gdzie ja mam teraz iść? Zaczepiłam przypadkowego gostka z niebieskimi włosami w sumie całkiem fajnie w nich wyglądał.
-Hej... mógłbyś mi powiedzieć gdzie jest pokój numer osiem? - zapytałam ze zdenerwowaniem przeczesując włosy.
<Alex? jeśli chcesz>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz