Kolejna kropla padła na posadzkę prysznica. Zabarwiona na czerwono wydawała się być świeżym polem bitwy. Bitwa? A może wojna? Niektórzy powiedzieliby, że wojna to nic strasznego. Że jest piękna i powinniśmy być gotowi stanąć i walczyć, gdy nadejdzie. A co, gdy komuś podcięto gardło i nie może się podnieść? Czy wtedy musi wstać i dać z siebie wszystko? Powiedzieli "Każdy upadek jest dobrym powodem, by powstać na nowo". Walka dla większości o rozrywka. Jak można nazwać śmierć tysięcy dusz zabawą? Równie dobrze można iść z karabinem, zabić tysiąc niewinnych i roześmiać się głośno. Wspaniale. A co, jak do tych tysiąca należeć będą oni? Co wtedy powiedzą, czy też będą się śmiać? Co, jak zginie ich zwierzę i nigdy go nie zobaczą? Będą świętować? Tak, na pewno tak będzie. Bo przecież wojna, to "zabawa". Nie ma nic śmieszniejszego. No, może prócz śmierci. Czym tak na prawdę jest śmierć? Czarną dziurą, pochłaniającą nas od środka? Mrocznym Kosiarzem, panem Śmierci, który nigdy nie zazna spokoju, gdy nie posiądzie mojej duszy? Gdy nie zasmakuje mojej krwi...Kolejna z jej kropel spoczęła na polu bitwy. Śmierć, czyli koniec. Koniec życia, tego piekła. W piekle smażą się tylko grzesznicy. Więc co ja zrobiłam? Dlaczego moi rodzice wyraźnie pokazali, jak mnie kochają? Przybierając mi jakiegoś kociaka z klatki i posyłając do "akademii moich marzeń''. Dlaczego więc wmawiali, że będzie dobrze? Dlaczego okłamywali przez tyle lat?! Nie, to ja popełniłam większy błąd. Zaufałam im.
Z zamyślenia wybiło mnie drapanie o drzwi łazienki. Znowu ten pchlarz chce jeść?! Dlaczego nie mogłam dostać karalucha, którego mogłabym zgnieść jednym palcem?! Niechętnie wstałam i zmyłam z siebie resztki krwi i wyszłam z kabiny. Ubrałam luźny, szary sweter i czarne jeansy, po czym wyszłam z pomieszczenia, znajdując się w moim pokoju.
-Jeść się zachciało?- Warknęłam do siedzącej na podłodze Halitus, która przyzwyczajona już do mojego nastawienia co do niej zamruczała cicho. Schowałam starannie żyletkę pod poduszkę i z mokrymi końcówkami włosów wyszłam z pokoju. Gdy już przekręcałam zamek, usłyszałam miauczenie. Głośno wzdychnęłam, po czym ponownie otworzyłam drzwi i je otwarłam.
-Ty też idziesz? W sumie racja, jeszcze być coś rozbiła.- Oskarżyłam ją. Ona tylko położyła po sobie uszy co świadczyło, że głęboko ją uraziłam.
-Okay, przepraszam, ale wiesz, jaka jesteś.- Sapnęłam.-Wyjdziesz wreszcie?
Szłam korytarzem przybierając miły wyraz twarzy na wypadek, gdyby ktoś nagle wyszedł zza rogu i odstawił jakiś cyrk o mojej minie. Przyśpieszyłam, by jak najszybciej to załatwić wrócić do pokoju. Szłam korytarzem i zupełnie zapomniałam, że to ja kieruje drogą. Nagle uświadomiłam sobie, że nie wiem, gdzie jesteśmy.
-Chyba zabłądziłyśmy. No, może na coś byś się przydała i wskazała drogę?- Zasugerowałam. Kocica zaczęła wąchać dokładnie teren, po czym pobiegła szybkim krokiem przed siebie. Ledwo nad nią nadążyłam, ale nic nie mówiłam. Jeszcze by ktoś przyszedł i patrzył na dziewczynę bawiącą się w berka z kotem. W końcu Halitus zwolniła i stanęła przed drzwiami do kuchni. Uśmiechnęłam się do niej. szczerze.
-Dobra robota, Halitus. Możesz być z siebie dumna.- "Wreszcie się na coś przydałaś"- dodałam w myślach. Ona jakby wyczytując to z mojego wzroku spuściła nisko łeb i wydała niski pomruk.
-Okay, teraz cicho, nie chcemy, by ktoś nas przyłapał.- Uprzedziłam.- Albo lepiej ty tu zostań, poradzę sobie sama.- Dodałam jeszcze. Kocica pokornie została, gdy ja zamknęłam drzwi. Po cichu zaczęłam się skradać i z ulgą stwierdziłam, że nikogo nie ma w pomieszczeniu. Zaczęłam pośpiesznie szukać jakiegoś mięsa. Ciekawe, czy można coś stąd brać bez pozwolenia. O tu jest! Kosz z mięsem był cały pełny. Chyba nie zauważą, gdy wezmę jeden kawałek, może dwa... W tej chwili usłyszałam głośny huk. - Odwróciłam się na pięcie i zgromiłam wzrokiem skuloną w kącie Halitus. Obok niej leżał kosz ze suszonym mięsem. Szybko porwałam jeden kawałek z mojego kosza i biegnąc do tej niezdary rzuciłam jej go. Ona zaczęła jeść, ale po kilku kęsach odrzuciła mięso.
-Co, nie dość, że nas nakryją to jeszcze będziesz mi tu wybrzydzać?- Warknęłam cicho. Kocica pokornie wzięła do pyska kawałek mięsa, po czym wybiegła z pomieszczenia. Wkurzona podniosłam ciężki kosz, po czym wzięłam jeszcze z niego pięć suszonych porcji.
-Nie ładnie tak brać bez pozwolenia- usłyszałam czyiś głos za mną. Gdy się odwróciłam, przed drzwiami stała jakaś nieznajoma mi osoba. "Pamiętaj, bądź miła i pogodna"- pomyślałam sobie, po czym schowałam do kieszeni mięso.
(Ktoś?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz