W pośpiechu wbiegłem do odprawy i zająłem miejsce w samolocie przyleciałem jako ostatni oczywiście gdyby nie to, że zapomniałem o dzisiejszej podróży i byłem do 2 w nocy na imprezie najprawdopodobniej byłbym ze 2 godziny wcześniej na lotnisku. Za śmierć zapomniałem i przypomniał mi dopiero kumpel który się zapytał nie miej nie więcej tylko "Stary, co ty tu robisz, nie powinieneś się pakować na ten twój cały wyjazd?". Dzięki mu, że mi przypomniał mimo, że było tak późno musiałem lecieć do domu i się spakować, na mur beton czegoś zapomniałem.
***
Zabrałem walizkę z taśmy na lotnisku w dodatku miałem problemy na bramce bo zapomniałem telefonu włożyć do podręcznego tylko miałem go w kieszeni. Dzisiaj wszystko przeciw mnie "gratulacje dla Pana Camerona Alexandra Dallas'a za najbardziej nieprzygotowanego debila na tej półkuli". Wsiadłem do taksówki i poprosiłem o przejazd do Forestcity.
***
-To parszywa okolica, a ty nie wydajesz się na jednego z nich. - odparł tajemniczo taksówkarz.
-Co się tu działo? - zapytałem z ciekawości.
-Podwoziłem już tu kilka takich jak ty i żaden z tego lasu nie wyszedł zniknęli jak we mgle.
-Aha... dziwne. - udałem zaskoczonego, zabrałem walizkę i plecak z bagażnika, zapłaciłem i wszedłem wgłąb lasu. Wędrówka zajęła mi z godzinę stanąłem przed drzwiami zamku. Po prostu zaje*iście. Wszedłem do środka. Już wcześniej znałem swój numer i zapoznałem się troszkę z mapką tej szkoły, więc na wstępie poszedłem położyć torby pod swoje nowe drzwi i skierowałem się truchtem do dyrektora gdzie otrzymałem klucz. Wracając w biegu przez hol wpadłem na dziewczynę i przewróciłem się na nią, ale zdołałem zamortyzować upadek szatynki łapiąc ją w pasie i swój również podpierając się o dywan którym wyłożona była podłoga.
-Cześć. - odparłem z uśmiechem mając w duchu nadzieję, że nie da mi z liścia.
<Medison?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz