Poszliśmy więc korytarzem na sam dół. Od czasu do czasu mijaliśmy obrazy różnych postaci. Nie rozpoznawałem żadnej z nich, z resztą nie dziwię się- jestem bardzo kiepski z historii. Trochę śmieszne, to pewnie jakieś ważne osoby, które pomogły nam w przeszłości, a ja nawet nie kojarzę ich imion. Jednak nauka to nie mój konik. Zdecydowanie jest nim...wódka? No i spanie, rzecz jasna.
-To gdzie chciałabyś pierw pójść? Byłem w ogrodzie, nad jeziorem i rzeką. Przebiegłem też część lasu za Clamorem, ale poznam drogę.- Oznajmiłem. Dziewczyna cicho się zaśmiała.
-Co? Co w tym dziwnego?- Sam zachichotałem. Jej spojrzenie padło na moją twarz. Było lekko rozbawione.
-Biegałeś za swoim zwierzakiem?- Spytała z niedowierzaniem.
-Co w tym dziwnego? Słuchaj, tyle razy musiałem za nim się uganiać, że szkoda gadać. Pamiętam, jak pewnego razu poszliśmy nad rzekę. Tak dla ochłody. Było to w USA, latem. Upał był nie do zniesienia, a ja chciałem się ochłodzić. Rzecz jasna Clamor kocha gorąc, więc chciał się nim delektować. Po prostu nie uwierzysz- gdy byliśmy już przy brzegu rzeki, on pobiegł w przeciwnym kierunku i musiałem za nim biec. Nie wiem, czy robił to specjalnie, ale za każdym razem, gdy odbijał się od ziemi sypał mi ziemią w oczy. Byłem na niego okropnie wkurzony, ale pewnie wyglądało to zabawnie.- I tak się rozgadałem.
(Ines?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz