Rano obudziłam się około 7:30. Od razu po zbudzeniu poszłam pod prysznic, po czym się przebrałam. Przez chwilę zastanawiałam się, czy jednak nie odwołać zwiedzania akademii z Sam’em, jednak źle bym się z tym czuła. Mekka mruknął podirytowany, najwyraźniej tylko on był głodny. Podeszłam do drzwi, a Mekka, ja zawsze od razu się przede mnie wepchnął. Kładąc rękę na jego łbie, ruszyłam w stronę jadalni. Wzięłam dla siebie płatki, a dla Mekki porządny kawał mięsa. Kiedy usiadłam przy stole, Mekka dostał swoje mięso. Zwierzak zamruczał z uznaniem. Po chwili Sam przysiadł się do nas, tym razem jednak nie był sam. Towarzyszył mu jego zwierzak rasy Mellori, Clamor o ile się nie mylę.
- Cześć. – powiedział Sam
- Hej – odpowiedziałam
Jego Mellori położył łeb na stole, więc niewiele myśląc zaczęłam drapać go za uchem. Zwierzak zdziwiony odwrócił głowę w moją stronę, jednak już po chwili stęknął zadowolony, czułam jak jego mięśnie rozluźniają się pod wpływem dotyku. Mekka zaczął uderzać ogonem w ziemię, dając wyraźne oznaki zniecierpliwienia i irytacji, jednak nie byłam pewna, czy to z powodu obecności innego zwierzaka, czy dlatego, że to nie on był przedmiotem pieszczot. Nie chcąc się o tym przekonywać, także jego zaczęłam drapać. Zapewne musiało to dziwnie wyglądać, jednak miałam ten problem, że nigdy się o tym nie przekonam. Po chwili przestałam pieścić zwierzęta i skończyłam moje płatki. Po kilku minutach zapytałam:
- To od czego zaczynamy zwiedzanie? - spytałam
<Sam?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz